sobota, 21 grudnia 2013

Wilk i jego Cień/ The Wolf and his Shadow

'Yes, I am the big bad wolf.., who has eaten her.., carry her inside myself.., invisible to all humans.., she`s mine...' ( Viola von Sherwood )

- there is a mutual blood, and there is a mutual air

tusz i tempera, format papieru 50x65 cm/ ink and temper on paper, 50x65 cm

w samym środku oka,
w samym środku oka,
tkwią tam róże
i orchidee tkwią tam,
tkwią tam księżycowe maki
i kwarcowe lilie tkwią tam,
kościsty kryształ wokół źrenicy,
sen osnuwający drogę
tkwi tam

in the middle of the eye,
in the middle of the eye,
there are roses
and orchids there are,
there are moonlight poppies
and quartz lillies there are,
angular crystal around the pupil,
dream wrapping the road
there are

Zioła/ Herbs:
- Kwiat akacji ( acaccia flower )- nieśmiertelność jest lepka od czerwieni

sobota, 14 grudnia 2013

Krawędź/Edge

Gdy czytałam go po raz pierwszy, zachwycił mnie przejrzystością, teraz, gdy wiem, że to był jej ostatni wiersz, trochę się go boję.. kochaj mnie, dbaj o mnie, bądź obecny,  na przekór mnie, właśnie teraz

When i read it first time,  it enchanted me its lucidity. Now, since i know, that it was her last poem, i'm afraid a bit of it... love me, care about me, be present,  against of me, just now

Krawędź

Kobieta osiągnęła doskonałość .
Jej martwe
Ciało na usmiech dokonania,
Złuda greckiego determinizmu
Płynie w zwojach jej togi,
Jej bose
Stopy zdają się mówić;
Doszłyśmy dotąd, to już kres.
Zmarłe dzieci skręcone jak białe węże,
Każde przy małym
Dzbanie mleka już próżnym.
Ona zwija je
Z powrotem w swe ciało jak
Róża swe płatki, gdy ogród
Tężeje i zapachy uchodzą
Z głębokich świeżych krtani kwiatu nocy.
Księżyc nie musi się smucić
Patrząc z kościanego kaptura.
On przywykł do tych spraw.
Jego żałobna szata powiewa.

Sylvia Plath

Edge

The woman is perfected.   
Her dead
Body wears the smile of accomplishment,   
The illusion of a Greek necessity
Flows in the scrolls of her toga,   
Her bare
Feet seem to be saying:
We have come so far, it is over.
Each dead child coiled, a white serpent,   
One at each little
Pitcher of milk, now empty.   
She has folded
Them back into her body as petals   
Of a rose close when the garden
Stiffens and odors bleed
From the sweet, deep throats of the night flower.
The moon has nothing to be sad about,   
Staring from her hood of bone.
She is used to this sort of thing.
Her blacks crackle and drag.

Sylvia Plath


piątek, 13 grudnia 2013

Sekret nr 6/ Secret No.6

Tym razem zrobiłam coś innego. Pokazuję sekret nieskończony, niepogrzebany, oczekujący.
Tym razem został w domu, przykryłam go nasionami.  Jak tylko będą dostatecznie silne, wrócę do niego z czułością

This time i`ve made something different. Showing unfinished secret, unburied, awaiting. 
This time left it home, covered with seeds. As soon as they will enough strong, i return to them with tenderness


piątek, 6 grudnia 2013

Meduza/ Jellyfish

Nie jestem martwa,
zmarli owszem, pojawiają się w oka mgnieniu,
przemykają ukradkiem lśniąc skórą, promieniem we włosach,
wypluwani w słowach,
czasami mam nudności, sączą się wtedy ze mnie niestrawni,
ale nie, nie przynoszę ci śmierci,
nie musisz się obawiać, że gdy otworzę oczy,
wysypie się ze mnie wprost pod twoje nogi
zakłopotana i niepotrzebna,
dzisiaj rano trochę o niej poczytałam,
kolekcjonuję rysunki martwych wróbli i saren,
przepraszam, niezgrabnie zdążyłam cię  poplamić, zabarwiła mi nieco opuszki palców
dzisiaj rano, światło przeciągnęło się leniwie moim ciałem, wyciągnęło ręce, rozsupłało węzły
pączkowały w przyspieszonym tempie jak na poklatkowych ujęciach,
zaprowadziło mnie na skraj łóżka, moje wężowe dłonie
prześlizgiwały się tropiąc niewidzialne myszy w zagłębieniu szyi,
zastygając na chwilę nad obojczykiem, mam ciepłe ciało
teraz poznawane z perspektywy brzucha węża wydaje się delikatniejsze,
piersi są jakby bardziej miękkie,
jestem teraz jego brzuchem,
przesuwam się ponad tym rozgorączkowaniem
uporczywa łuskami głodu,
w miejsca zachłanne i ciepłe,
ślady wiją się serpentynami na mojej skórze, deszczowej i trochę zmęczonej,
o nawykach ameby zamykającej swoją postać pod najlżejszym dotykiem,
stoisz obok,
światło otwiera przestrzeń
uda osuwają się na krawędzie,
sam na sam,
leniwy przytulny poranek nie zapowiada wspólnych spacerów po plaży,
nie przepowiada niczego,
ale jestem tu
żywa tkanką oplecioną siecią neuronów,
reaguję na dotyk, reaguję na światło, reaguję na ciebie

I am not dead, 
of course, deads arise in the wink of an eye, 
they flesh furtively glistenning my skin, as light beam in my hairs, 
disgorged inside words, 
sometimes
i retch, they oozing indigestible then, 
but well, i don't bring you the death, 
no, you don't be afraid of that  i open eyes and 
it spills out from me straight under your feets
embarrassed and redundant, 
today morning i read a bit about mortality and yes, i collect drawings of dead sparrows and deers, 
apologises, i've awkwardly managed to stain you, 
it coloured my fingertips,
today morning the light stretched idly over my body, straighten out my arms, untangled knots, 
they were budding in accelerated tempo like in time-lapse photography, 
it led me at the bed's edge, 
my anguine palms skated over trailing invisible mice in neck immersion, 
congealing above a collarbone for a moment, 
i have cordial body, seems to be more delicate, 
recognized now from the perspective of snake's belly, 
breasts are more soft, 
i am now its belly, 
moving persistently beyond this fever with scales of hunger, 
towards these grasping and warm places, 
marks winds serpentines on the skin, pluvial and a bit tired, 
with ameba habits closing the figure under the lightest sense of touch, 
you stand so close, 
the light opens this space 
thighs sink to the bed's edge
face to face
lazy cosy morning doesn't predict common walks along the shore, 
it doesn't predict anything, 
but, i am here 
alive tissue woven by neuron's web, 
responsive on feels, responsive on sun, responsive on you.

środa, 4 grudnia 2013

Piekary Śląskie. Commission.

Kolejne zamówienie z tryptykiem. Dobrze tak czasami stanąć na przeciwko siebie.
Next commission with triptych. t is well sometimes to stand vis a vis self. 

tusz, 3x35x45 cm












poniedziałek, 2 grudnia 2013

Częstość subiektywna/ Bayesian probability

mogłabym stać się twoją kajirą
albo Panią z Jeziora
mógłbyś zostać jurodiwym oślepionym światłem
bądź też mistrzem Wolandem
być może zaciskałbyś klamerki na moich sutkach budząc róż karmin zawstydzenie
być może odciskiem obcasa na twoim splocie słonecznym, podkreślałabym naszą supremację doznawania
pewna i niezachwiana
nosiłabym złotą obrożę
przynosząc myszy i małe owady
lub naprężałabym smycz, przywołując cię łaknącego wyniosłości i zimna w to misterium węzęłków i splątania,
dławienie duszenie kneblowanie
krępowanie kąsanie i drapanie
smaganie i uleganie
chłostanie i gryzienie,
płomienie obnażają kolejne możliwości
prawdopodobieństwa
dyscyplinę wrażeń,
moja głowa nauczona czytać z oczu zwierząt poezje rilkego i trakla
mgliste smukłe stada
wiotkie lasy
wieczorne tafle wody,
dusze za zębami, dusze za zębami, dusze za zębami


i would be your Kaira
or Lady of the Lake
you would be yurodivy blinded by light
or Master Woland
perhaps you could tighten clips on my nipples awaking rouge crimson shame
perhaps i could emphasize our supremacy of enduring by heel print on your solar plexus
reliable and unhesitating
i would wear gold collar
bringing you mice and little insects
or tight the leash, invoking you - craving loftiness and cold, in this mistery of knots and entanglement,
suffocating choking gaging
binding stinging and scratching
swishing and succumbing
flogging and biting
ardours bare coming possibilities
probabilities
a discipline of impressions
my head trained to read Rilke and Trakl poetry with eyes of animals
misty lissom herds
slender forests
vespertine panes of water,
souls behind teeth, souls behind teeth, souls behind teeth

środa, 27 listopada 2013

poniedziałek, 25 listopada 2013

Kos/ Blackbird

tamtej nocy, gdy umarł dziadek, słuchałam śpiewającego kosa
skuliłam się głębiej pod kołdrą, 
powietrze zgęstniało 
i nie chciałam otwierać oczu. 
wyrzucałam potem sobie to lękliwe niedopasowanie,
wiarę w podzielność, 
jawną zdradę,
nie chciał sprawiać kłopotu
umierając odchodził wstydliwie, 
na palcach, 
ukradkiem opuszczając głowę 
nie zauważyłam, że już go nie ma,
miałam dobre i jasne sny.
Gdy kobiece ciało staje się granicą, 
zmarli spacerują pod powiekami 
umierałam z pragnienia, 
tą otępiającą wolą życia uszczelniając się przed szaleństwem, 
korytarz byl długi a noc miękka 
złożylam się w nią głęboko, wszystkie plastry, okruchy, kawałki.
Gdy kobieta staje się granicą, 
zmarli spacerują pod powiekami 
stawali przed moim łóżkiem a ja stawałam się drzwiami  
pragnienie wciąż usypiało zwielokrotnioną czułość
-jak dobrze, gdy nie ma nikogo, kto mógłby je ukołysać i rośnie pozostawionym płomieniem 
i myślisz już tylko o nim, rogrzewa ci mięśnie i żyły, przypomina że masz kości, 
gdy wdziera się w
plącząc myśli 
obdzierając piosenkę kosa ze skory

that night, when grandpa died, i was listening to singing blackbird
curled up deeper under quilt,
the air had thickened
and i didn't want to open eyes.
afterwards i reproached self this timid mismatch,
this belief in divisibility,
and this overt betrayal,
he didn't want to inconvenience
of dying,
ashamedly going away, tip-toe,
furtively
coming down head,
i didn't notice his non-presence
and had good and bright dreams.
When female body becomes the border
deads are walking under her lids
i was dying from thirst
and this hebetating will of life sealed me up against the madness,
a corridor was long and the night was soft
i entombed self into, deeply, all my slices, crumbs, pieces.
When a woman becomes the border
deads are walking under her lids
they turned up in front of my bed, and i turned into the door
my craving still drowsed multiplied tenderness
- how well, when there's nobody to hush and it grows abandonment flame
and you may think just about it heats up your muscles and veins, reminds about bones,
encroaching into
entangling thoughts,
flaying a blackbird song

czwartek, 21 listopada 2013

Czas Nr. 2/ Time No.2

Tym razem pomyślałam o miłości.. Kolejna propozycja na okładkę dotkniętą czasem
This time, i thought about love..Another suggestion for book cover touched by time

ink, temper and love on paper, 32x40 cm

WCZESNY PORANEK NAD SOLINĄ

Tabun koników polskich schodzi do jeziora
Poranne słońce czesze ich szarą sierść
Zachwyt już wybuchł i powściągnął słowa
Ostrożnie wychodzimy z łodzi by nie spłoszyć chwili

Nie myślimy o entropii

autor: Andrzej Kanclerz

wtorek, 19 listopada 2013

Love poem

Kurt Cobain postrzelił się w swoim domu 
było już dość późno 
księżyc odsłaniał kości przedmiotów ciężki i pełny
miał niemiłosiernie dużą tarczę
nie pamiętam, ale zaraz potem w kółko puszczali Nirvanę,
założę się, że właśnie
tak, 
za to pamiętam
uporczywy 
nawyk wcierania farby w kartkę
jej powierzchnia falowała i uginała się jak kształtująca się
skorupa Ziemi
noc szalała 
dziwne,
myślałam, że umierał w lutym albo w marcu
kwiecień obiecywał już ciepłe i dobre 
spóźniłeś się, pomyślałam 
byłam szybsza o dwie godziny
moje ciało pocałowała dwie godziny wcześniej
rozrastając się w tym czasie w krwiobiegu
ta noc była wyjątkowo przejrzysta
jak kryształ z zamkniętym księżycem,
w ciągu dnia
drobiazgi 
oddzieliły mięśnie od rozumu 
stopa za stopą 
raz dwa raz dwa pomyślałam 
dziesięć dwadzieścia trzydzieści policzyłam
a wszystko  
dwie godziny przed tobą 
mechaniczna jak pozytywka
nie pamiętam bólu, który przyciągnął mnie do tej szklanej nocy 
tylko 
tę robotykę ciała 
nie pozwalającą na jakiekolwiek wątpliwości 
już po wszystkim gdy twarz mamy spłynęła z jej twarzy 
a mnie ogarniał wstyd wygranego życia 
rozjaśniałam nocami tamtą srebrną żyłę między nami
oplatając coraz to szczelniej celebrując wspólną granicę
czarny rozedrgany onyks
karmiony światłem i miłością
moja pierwsza komunia
transfuzja
i splątanie

po latach
pojawiłeś się nagły
odporny na grawitację
pod swoją skórę
przyjmowałeś każdą z moich tajemnic
wtedy
wydawało mi się, że miłość jest 
misterium dzielenia
jest silniejsza
zmienia zwyczaje kamieni
namaszcza strukturę oddychania
tracę siłę w tej gorliwości
toną mi dłonie

Kurt Cobain shot himself in his house,
it was quite late
the moon unveiled bones of things heavy and bulging
she had unmercifully large disk
i don't remember, but directly after, radio started running Nirvana, 
i bet
it was as like,
on the other hand, i remember 
persistent 
habit of embrocating a paint into leaf,
surface was undulating and bending like moulding 
Earth's crust
the night went mad,
peculiar, 
i thought, that he was dying on February or March
April already promised warm and good 
- you are late, i thought
i was faster about two hours
she kissed my body two hours earlier 
growing in my bloodstream at that time
this night was exceptionally translucent 
like a crystal with locked moon,
during the day
trivias 
divided muscles from mind
foot after foot
one two one two i thought
ten twenty thirty i counted
and these all
two hours before you
mechanical like music box
i don't remember pain, which attracted me to this glassy night
just 
this robotics of body
not allowed to any hestitations
after all, when face of my mum had flowed down from her face 
and a disgrace of won life had spread over my skin
this silver vein between us illuminated my nights
entwining more and more tight celebrating common border
black trembling onyx
feed with light and love
my first communion
transfusion
and confusion

after years
you appeared sudden 
gravity-resistant
taking
under your skin
all of my secrets
then
love seemed to be 
a mystery of sharing,
it is stronger
changing habits of stone
anointing the structure of breathing
i'm failing in this fervour
my palms are sinking

sobota, 16 listopada 2013

Zimny wiersz/ Cold poem

Jak dobrze dzisiaj spałam
o czym myślę
gdy budzę się środkiem nocy
z księżycem w żyłach
lśni
mieni się łuskami
plącze się w moich włosach nicią zimna
w czym kładę się do łóżka
zakładam ciepłą piżamę czy gładką taflę koronki
zimny zimny strumień pod moimi plecami
jakbym leżała na powierzchni lustra złączona mrozem
wydychając ciepłe jeszcze słowa
co robiłam przez tyle czasu
szron na języku
pióra śniegu
spadające krople księżyca zimno
zimno
zawsze jest dobrze
gdy nie mogę zasnąć rodzę się w innym miejscu
czuję się świetnie rozdaję promienie
wczoraj spotkałam przyjaciółkę i dziwnego człowieka
mam historię
można przeciąć powietrze jednym ciepłym haustem
tężeje, zgina się od ciężaru unoszącego się lodu

noszę w sobie anioła
oślepia mnie białym światłem

How well do i sleep today
what do i think about waking up
in the middle of the night
with moon in my veins
it shines
shimmering with scales,
entangling cold thread among my hair
do i dress warm pyjamas or glossy pane of lace going to bed
cold cold stream under my back 
as like i lie on a surface of 
looking-glass 
merged with frost 
exhaling still warm words 
what i have done for so long time 
hoar on my tongue 
snow feathers 
falling moondrops cold 
cold 
always is well 
when i cannot asleep i am arising 
in another place 
i feel fine handing out rays 
yesterday 
i met my friend and one odd man 
i have a story 
there is possible to cut the air with one warm draught 
it's congealing, bending under the burden of  ascending ice 

i carry inside of self an angel 
blinds me with his white light 

czwartek, 14 listopada 2013

Secret nr 5/ Secret No.5

grow grow grow 

Rzadko używam cudzych słów. Ale mimo, że piszę od rana, brakuje mi dzisiaj własnych.
czerwona szminka, przemarznięte dłonie, ślad czułości troski na szklanej powierzchni

I sporadically use other`s words. But, despite of my writing for early morning, i feel deep lack of my owns. 
red lipstick, frozen palms, sign of tender care on surface of glass


wtorek, 12 listopada 2013

Pure Song

Dirt dirty thing
plugawa
rozwiązła
lepka
pożerana przez obsesje
opętana chucią
oślizgła i zatęchła od pragnień
o uczuciach zwierząt ulokowanych gdzieś między nogami
nasienie diabła, jałowe i grzeszne
nieodpowiedzialna idiotka
niedostosowana wariatka
artystka pożal się boże
brud, brud, brud,
unieś swoją winę,
poczuj swoją winę,
kajaj się dziewczyno
ogarnij się kobieto
nie zmyjesz tych plam wypełzną z ciebie jak
długi długi wąż
pokażę ci węża
nie będziesz
włóczyć się z nieznajomymi jak jakaś dziwka
po latach wykrzyczę ci
że jesteś jak

promienie słońca pod moimi powiekami odbijają obrazy szumią
liście mam dłonie czerwone od poziomek wierzę
w miłość i w niewinność
urodziłam dzieci podłoga kleiła się od czerwieni
w miłość i w niewinność

gdy piszę, że się z tobą kocham
nie myślę o otwieraniu ud

przy tobie jestem nieskalana

Dirt dirty thing 
filthy 
licentious 
sticky 
devoured by obsessions
possessed by lust
slimy and musty from desires
with feelings of animals situated somewhere between legs
devil seed, barren and sinful
irresponsible imbecile
maladjusted nutcase
pitiful artist
dirt, dirt, dirt,
raise your guilt, 
smell your guilt, 
hey girl,repent  
hey woman, grasp yourself 
you will not wash out your stains 
they will crawl out from you 
like a long long snake 
i will show you my snake 
you will not 
wander with strangers like a whore 
after years 
screaming, that i am alike

rays of sun under my lids they are reflecting images leaves are 
whispering i have red palms from wild strawberries and i 
believe 
in love and in innocence 
a floor was sticky from redness when i gave a birth to my kids 
in love and in innocence 

when i write, that i made love with you, 
i don't think about opening my thighs

with you i am immaculate

poniedziałek, 11 listopada 2013

Klucz: Czas/ The key: Time

Pierwsza z propozycji na okładkę książki, w której przez słowa będzie przepływał czas. W trakcie pracy, postaram się znaleźć łagodniejszą stronę tego, co przyszło mi zatrzymać na kartce. Poniżej motto, które rosło z kolejnymi liniami:

Bezpieczna dzikość raju człowiek i bestia obok poza czasem

Andrzej Kanclerz

First of approaches on a cover of book, in which, through the words, time will flow. During working, i will try to find more gentle side of this, what i have to keep on paper. there is a motto between translations, which was growing up with next lines, in polish, i don`t dare to translate this haiku, it`s not mine.

ink on paper, 32x32 cm















































Andrzej Kanclerz

Okładka/ The cover

Książka z moim rysunkiem na okładce jest już gotowa -)/ The book with my drawing on cover is ready -)




czwartek, 7 listopada 2013

Sekret nr 4/ Secret No.4

deszcz, deszcz, deszcz. brak szminki. warkocze. drzewa i neurony. skaleczyłam się zwykłym piórkiem, przez chwilę myślałam, że ślady gałęzi na mojej klatce zostaną na zawsze

rain, rain, rain. lack of lipstick. french braids. trees and neurons. simple pen accidentaly cut me, for a moment i thought, that traces of branches will remain forever


środa, 6 listopada 2013

List/a

We śnie rozmawiałam z mamą
śniło jej się że zwariowałam, tak, zapamiętałam to w ten sposób
oznajmiała głosem dziecka:
"śniło mi się, że zwariowałaś, córeczko"
a we mnie  kiełkował    i     kiełkował    lęk
To był tylko sen we śnie, zwierciadło w zwierciadle
Uspokajałam się przez moment śnienia
i po przebudzeniu
sprawdzałam czy jestem cała, jak gdyby moje ciało mogło za chwilę rozpaść się na odrębne plastry
a skoro jest, leży wciąż jednolite jak forma wazonu na stole, krawędzie łóżka, dracena na parapecie
gorączkowo postanowiłam nadać mu znaczenie
na dzisiaj
pracować intensywniej
jakby stawianie na kartce
drzewa o strukturze neuronu
mogło zatrzymać wzrastanie
zmęczyć mięśnie i myśleć tylko 
o kwasie mlekowym i regularnym oddechu
Przygotować sekret
Obserwować sikorki 
Nie myśleć o seksie
Napisać do ciebie morsem


In my dream, i talked with my mother
she dreamt, that i had gone mad, yes, i note it exactly this way
she pronounced it with childish voice:
" I dreamt, that you had gone mad, daughter "
and inside of me   a fear  was    germinating    and      germinating
it was just a dream inside a dream, a mirror inside a mirror
i reassured myself for that moment of dreaming
and after awakening
verifying if i am complete, as like my body would fall into separate slices
but it is, lying still homogenous like a shape of flowerpot on the table, bed`s edge, dracaena on window sill

hectically decided to give it a meaning
for today
to work more intensively
as like putting on paper
the tree with structure of neuron
would restrains increasing
to tire out muscles thinking just about
lactic acid and regular breath
To prepare secret
To observe chickadees
To not think about sex
To write morse code for you


czwartek, 31 października 2013

Sekret nr 3/ Secret No. 3

Tym razem odbiegłam od formuły klasycznego "widoczka". Ale Samhain zobowiązuje. Przybory: czerwona szminka, warkocz, nieskazitelność koronki, szkarłat przywołania

This time the secret is digressive to primal game. But Samhain is obliging. Paraphernalia: red lipstick, french braid, immaculacy of lace, scarlet of invocation



środa, 30 października 2013

Uterus

Oh, jak bardzo nie znoszę tej pracy!/ Oh, how much i hate this work!

wprowadzę dzikość w twoje ściany uformuję mięśnie będę krążyć oddechem aż zapulsujesz ciepłem a gdy wreszcie wstaniesz o własnych siłach, odzyskasz władzę zmysłów i zapragniesz krwi nakarmię cię, napoję cię i otworzę drzwi otworzę drzwi 

I will bring the wildness in your walls i will form your muscles i will circulate my breathe untill you will pulsate with warmth, and at last, when you get up stronger than ever, when you win back a control upon your senses and when you become desirous of blood i will feed you i will blood you  i will open the door 


Uterus, oils on canvas, 80x60 cm






miłe wyróżnienie

Dusza powinna pozostać otwarta tak, żeby wszystkie zwierzęta mogły do niej wrócić.

W trakcie pracy, cały czas kołatała mi w głowie myśl, że to nie moje ciało, to nie moje ciało. Mój biust jest cięższy, mój brzuch porozcinany obecnością dzieci, tak wysoko podniesione i gęste włosy mam tylko po nocy przespanej z wałkami. Nie znoszę wulgarności jej piersi. Jej kamiennej sztuczności. Gdybym tak naprawdę miała "przerobić" je na swoje, byłoby rozcięciem, wycięciem, rozszarpaniem. Ciepłem i czułością. Nie mam na tyle odwagi, nie mam siły, by z nim walczyć. Przyjmijmy że jest, odkąd naznaczyłam je drobnymi śladami, bruzdkami, bliznami. Jest. Gdy zaczynałam 'rekonstrukcję', przychodziły mi do głowy różne wersje uzasadnienia rozcięcia i obecności czaszki, od najbardziej leniwej, że to po prostu część mnie i zawsze tak rysowałam,po bardziej rozbudowane, jednak pochylanie się nad nimi nic mi nie dało i  poza lakonicznym stwierdzeniem, że new brave world to nie dla mnie i bezpieczniej będzie odwoływać się do łona lasu, odpuściłam sobie. A gdy namalowałam zwierzęta, przyszedł sen (opisałam go kilka postów wcześniej). Wtedy dotarł do mnie pierwszy skrawek: to nie jest rana od, to OTWARCIE ku. Szansa na ponowne zebranie w nowy wzór rzeczy i spraw pogubionych. Zaproszenie.
Zaraz potem, po 'Norwegian Wood' , gdy światło i katharsis post-książkowe zmuszało mnie wciąż do myślenia o miłości,  pomiędzy myciem naczyń i parzeniem herbaty, przypomniałam sobie o magicznym alfabecie , o którym przeczytałam zdaje się, że u Micheleta. Ponieważ nie mam przy sobie 'Czarownicy' i boję się, że coś pomylę, skrócę opis rytuału do meritum: kochankowie robili sobie nacięcie na biodrach, czasami jako inicjały ukochanej osoby i w momentach rozłąki 'otwierano' je,  wierzono, że ból w ranie odczuwa się wtedy symultanicznie, informując drugą stronę o nagłej potrzebie bliskości.
I tutaj moje słowa się urywają, strzępkami codziennie szukam płynnego przejścia do drapieżników, wilków i miłości. Skreślone rzędy skarżenia się, uniesień i słonej niepewności zapełniają notatnik, słowa pozbawione ciała, tkwią teraz maleńkimi odłamkami we mnie, zimne i nieparzyste jak moje prace

The soul should be constant open, to help return all animals into her.

During (re)-painting, one thought was knocking and rattling in my head, that this is not my body, this is not my body. My breasts are heavier, my belly is cut by the presence of kids, so lifted and thick hair i've got only after night with rollers. I hate the vulgarity of her bust. Her stony artificiality. It's not me, it's not me. If i honestly could ' rearrange' it on my own, it would be gash, slash, vulnus. Warmth and tenderness. I haven't got enough courage, i am not enough strong to fight with it. Let assume, that it is, since i've marked it with petite, frail trails, wrinkles, scars. It is. When i began 'the reconstruction', different versions of substantation the wound and the skull occured to me, from the laziest, that this is  a part of me and i draw this way 'for always', to more expanded, however bending over them wasn't satisfied and except for laconic statement, that 'new brave world' is not for me and will be more safely to recall the forest's womb, i let myself go. And when i painted animals, this dream came ( i describe it few posts earlier). Then, the first crumb sink into me: this is not a wound from, this is the OPENING towards. A chance for renewed collecting lost matters and things in a new pattern. An invitation.
Thereupon, after 'Norwegian wood', when the light and 'post-reading' katharsis coerced me to thinking about love, between washing-up dishes and brewing the tea, i reminded about magical alphabet, it seems, that i had read about it in Michelet. Beacuse i haven't got 'La Sorcière' and i am afraid of making a mistake, let me condense a description of rite to the merit: lovers made a cut on their hips, sometimes cut initials of dear person and in moments of separation scars were open, in believe, that the wound on the other side is simultaneously achy enough to inform about need of proximity. 
And here my words are breaking, tearing off, everyday, through the shreds, i look for smooth transit to plunderers, wolves, and need of love. Cancelled verses of complaining, passions and salty hesitation filling up my notebook, words devoid of body, stabbed in my back now, cold and odd like my works