poniedziałek, 14 kwietnia 2014

Kwiaty dla Eurydyki/ Flowers for Euridice

A więc, w końcu, mam kwiaty 'nas'...
Chcę zniknąć

So, at least, i have flowers of 'us'...
I want to disappear

ink on paper, 35x50 cm

piątek, 4 kwietnia 2014

Kolejne projekty/ Next projects

Kolejne z projektów, tym razem Uroborosy i jeden mały, smutny anioł
Next of the projects for album cover, this time double Uroboros and one little, sad angel





środa, 19 marca 2014

Kroniki wybuchu

Apologises, today just in polish version, english is available on my fb page

We live in a world of motion and distance. 
The heart flies from tree to bird, 
from bird to star, 
from star to love; and love grows 
in a quiet house, turning and turning, 
a servant of thought, a lamp 
held in one hand. 
—Philippe Jaccottet, closing strophe to “Distances,”


Oglądałeś ' Królowę Margot'?  Wiem, wiem, wracam do niej co roku, co roku dzielę się tym samym linkiem z youtuba, sceną końcową, gdy przepiękna Adjani trzyma na kolanach zakrwawioną głowę kochanka i wcale nie zaciskając oczu przed łzami, wypowiada tę kwestię, którą zawsze sobie powtarzam gdy czuję się zraniona: 'najważniejszym jest zachować na twarzy uśmiech', uśmiecham się. Napisałam już wszystko, co było mi dane napisać o cierpieniu. Oczywiście, mogłabym więcej, ale chciałam dać ci radość, przyjemność, ciepło, taniec, światło, magię. Wykrzesałam z siebie resztkę starej mocy, spaliłam wszystko, co było martwe, chciałam być żywa, chciałam karmić cię co rano życiem, śpiewać: dzień dobry, kocham cię, świat jest cudowny, a jeśli nie jest, to sprawię, że będzie. Powtarzałeś mi, że jesteś szczęśliwy. A ja, ja czułam jak moje rany zaczynają zasiedlać motyle, kwiaty się ukorzeniają, miejsca dotąd zimne i niedostępne, lodowe zrosty, magicznie powracają na łono ciała, unoszą się i opadają z rytmem moich płuc, jestem teraz całością i wreszcie mogę podarować ci najpiękniejszą rzecz, jaka przytrafiła mi się w życiu: zachwyt. Gdy było źle, wychodziłam na spacer, zatrzymywałam się nad strukturą koszyka arcydzięgla, nad mandalą stokrotki, nad płynnością stada ptaków. Zachwyt. Gdy powtarzałam jak mantrę, chcę umrzeć, chcę umrzeć, koronka objedzonego przez gąsiennice liścia przypominała mi, że wszystko jest doskonałe. Ta doskonałość natury wzbudzała we mnie szacunek, nie można odejść w takim zachwycie. Obnażałam się przed tobą. Na początku, zrzuciłam brud, potem śmierć, potem całą naszą miłość. A potem, gdy doszłam do miejsca, w którym poznałeś mnie na nowo, zapragnęłam zrzucić resztę. Warstwę skóry z całą zmysłową nagością, krwiste ścieżki, granice seksualności, pocałunki do kości, i duszę, duszę, cudownie się śmiałeś, gdy dolewałam jej odrobinę do porannej kawy.  Akceptowałam wszystko, z czasem nawet przeogromny ból. Jasne, że się wściekałam, jasne, że byłam na ciebie zła, że czasami marzyłam, że jesteś poduszką do wbijania szpilek i wbijałam je w ciebie, wbijałam je w ciebie każdej nocy, której płakałam, byłam bezsilna, bezsilna. Te noce były jak ocean, nad ranem budziłam się z powiekami obsypanymi solą, podchodziłam do lustra, patrzyłam sobie głęboko w oczy i uśmiechałam się, uśmiechałam się, wracałam do ciebie zaciskając smutek jak zęby, ciasno, ciasno, i tańczyłam, tańczyłam. Klatka była większa od tej, do której się przyzwyczaiłam.